Artist: ZBUKU Album: Nie mogło być lepiej Genre: Hip Hop Release Date: 06072016 Label: Warner Music Tracks: 1 Playing Time: 00:04:41 Format: Mp3 Quality: 320Kbps.
i że mogło być nic a jest wszystko a jest wszystko jest wszystko a skoro szarość nie zachwyca to ilu potrzebujesz barw bo chociaż wczoraj zaszło słońce nie musi jutro wstać i to zapiera dech, że jest coś a nie nic gdy budzisz się to nadal jesteś ty i to zapiera dech że obok ciebie jest ktoś i że mogło być nic
Nigdy w nas nie celuj Nie sadziłeś że sie w tym miejscu znajdę Młoda Krew płynie w moich żyłach W to co mówi hejter chuja wbijam Zawsze dajemy 110% Zbuku i Śliwa razem ze Sztossem Liczę tylko na siebie. Siebie pewien na AMEN Nic Mnie więcej nie złamie muzyka to mój Testament. To co po Mnie zostanie na AMEN to co mam w żyłach.
Dobry występ Żyły. Ale Mogło być lepiej? 2012-03-11 16:15:23; Czy mam dobre oceny na półrocze. Ja uważam, że mogło być lepiej. 2012-01-29 13:23:08; Dla tych co pisali juz sprawdzian szostollasisty.Ile zdobyliście na tym sprawdzaineie punktów i uważacie ze to jest dobrze czy mogło być lepiej? 2010-04-09 11:47:02; Czy znacie już
.
[Zwrotka 1: ZBUKU] Nie boję się śmierci, mogę odejść zaraz Wszystko co trzyma mnie przy życiu to w siebie wiara Byłem na kolanach kiedy wujek Władek przyszedł Przez ten biały proszek prawie zatraciłem życie Straciłem kobitę, nie jedną ale trzy Te które kochałem, groupies'ów już nie liczę dziś Wypracowany styl szlifowałem sam na chacie Przed lustrem, w czerwonej chuście byłem pop-łakiem Diller ze szkolnym plecakiem, takie życie wiodłem Tak sprzedałem pierwsze dragi, wpadły pierwsze drobne Pierwszy sprawiał problem, potem pierwsza waga Frajer nie wytrzymał presji, zawiasy trzy lata Tak za małolata mama miała piekło z syna Dziś dorosły facet układa se życie w rymach Lata w świat, rap nawija, kocham, pozdro mama Twój zagubiony syn jednak w końcu się odnalazł [Refren: ZBUKU] Boje się w nocy tak wielu snów Tak wiele snów chciałbym jeszcze spełnić Już wybrałem jedną z tych miliona dróg A gdy życie kopie w dupę, zaciskam zęby Boje się w nocy tak wielu snów Tak wiele snów chciałbym jeszcze spełnić Już wybrałem jedną z tych miliona dróg Zostanę nieśmiertelny [Zwrotka 2: ZBUKU] Całe życie na wagarach, miałem sposób na to Pieprzony humanista zawsze miał problemy z matą Dwójkowy maraton, całe życie z matmy dwója A teraz sapią coś o dwójach w moich tekstach, kumaj Nawijają o maniurach, mówią nowa szkoła Tak koleżka, koleżce w maniurę wbił pisiora Jeden zbladzik ziomal, w kiblach klepią się po plecach Lecz jak klepali im ziomka to żaden nie podleciał Kiedyś trudny dzieciak, dziś dorosłe życie Tak znalazłem swoją drogę w chaosie z liter Mówią że szastam dziś kwitem, wyjebane na to Zarabiam to wydaję, artysta kombinator Dzieciak w porę kumać zaczął że los ma w rękach Może wygrać swoje życie, tak samo jak przegrać Swoją drogą dreptamm bo nieśmiertelność Podnieś ręce w górę jeśli jesteś ze mną [Refren: ZBUKU] Boje się w nocy tak wielu snów Tak wiele snów chciałbym jeszcze spełnić Już wybrałem jedną z tych miliona dróg A gdy życie kopie w dupę, zaciskam zęby Boje się w nocy tak wielu snów Tak wiele snów chciałbym jeszcze spełnić Już wybrałem jedną z tych miliona dróg Zostanę nieśmiertelny [Zwrotka 3: Zanim śmierć zabierze mnie na drugą stronę oczy budzą płomień Ci co wróżą koniec patrzą jak ich sny zostały utopione Moja wiara sprawia że marzenia mówią do mnie Wrócą po mnie gdy nadzieja zniknie tu na długo po mnie Nieświadomie tracisz czas gdy się boisz zmiany Składam na papierze, świat, nie myl tego z origami Idę po swoje chyba właśnie po to nogi mamy Tylko ciężka praca potrafi zagoić rany Widzę ludzi to widzę ból Strach układa się w korytarz Kiedy wchodzę to słyszę "stój" Kiedy stoję to słyszę "właź" Dlatego piszę rap bo widzę jak tu życie z nas jest w literach I idę tam gdzie idzie świat tak wybieram Patrzę teraz w oczy córki, w ich odbiciu miłość Cenne są wszystkie sekundy, nie mów mi o życiu chwilą Gdyby te wątpliwości więcej ludzi wyrzuciło Mogli by to poczuć ale nie przyciągnę ich tu siłą Zostawię płyty, to części mojego ducha I będę żywy po śmierci gdy ich posłuchasz Karma to suka, wokół zła nie nadrobimy no a nie znasz tutaj dnia ani godziny Bo, wszystko co robimy ma swój koniec i początek To jest dziś porządek, w mojej głowie zawsze będzie płomień i rozsądek Ogień to odwet dla mnie jest nagrodą życie Zanim gdzieś na moim grobie na wieki zapłoną znicze [Refren: ZBUKU] Boje się w nocy tak wielu snów Tak wiele snów chciałbym jeszcze spełnić Już wybrałem jedną z tych miliona dróg A gdy życie kopie w dupę, zaciskam zęby Boje się w nocy tak wielu snów Tak wiele snów chciałbym jeszcze spełnić Już wybrałem jedną z tych miliona dróg Zostanę nieśmiertelny []
Paroles de la chanson ZBUKU Wolny Jak Ptak lyrics officiel Wolny Jak Ptak est une chanson en Polonais Odpalam 'californication' red hot chilli peppers W świecie gdzie bardziej niż raper się chyba przyda preppers Nie wiem czy może być lepiej ale na pewno gorzej Idzie koniec i już nawet noe nie pomoże Boże wszędzie widzę diabły Choć dzisiaj już nie w głowie mi bym wchodził z nimi w pakty Jak odpinałem kiedyś narty nad każdym stokiem A potem porobiony przez ronda latałem bokiem I mi bokiem wyszło wszystko Żeby tu wrócił tomek to oddałbym nawet hip hop ci Wszystkie wersy na bitach ale nie wskrzeszę chady tak jak ostry magika Miał być z tego hit na lata Ale teksty pisze życie i już nie mam wpływu na to I też gonię za wypłatą Chce w końcu zostać tatą I jak nie zarobię w rapie to coś zajebie bogaczom Strzelam z majka nie z ucha Chociaż ferment o mnie siała już nie jedna tu suka Można dużo o mnie gadać i nie jedno zarzucać Ale nigdy mi nie powiesz tu że zbuku to judasz bo Życie uczy nas wybaczać Moim bogiem nie jest kasa Do przeszłości się nie wraca Lecz pamiętam W imię zasad Życie uczy nas wybaczać Moim bogiem nie jest kasa Do przeszłości się nie wraca Lecz pamiętasz W imię zasad Chciałbym być wolny Wolny jak ptak I z lotu ptaka patrzeć na to jak się kończy ten świat Nie szukam wojny Chociaż ją mam Wszyscy zginiemy a nie spadnie żadna bomba czy strzał Chciałbym być wolny Wolny jak ptak I z lotu ptaka patrzeć na to jak się kończy ten świat Jestem spokojny Nie umrę sam A tak naprawdę to nie wierzę ani im ani wam Odpalam tv a tam propaganda się odbywa Jedni ci mówią że umrzesz a drudzy nie przeżywaj Zaraz wyjdę z siebie chyba Kurwa kogo słuchać Wyłączam tv odpalam mutang zamiast wuhan Ponoć mamy własny węgiel Ale się nie opłaca więc importujemy więcej Jest wirus statek przejdzie Tak jak firma ministra co pod przykrywką covid się potroiła w liczbach Ale co ja mogę wiedzieć Skoro w skali tego kraju rządzi nami jeden prezes W skali świata jedna grupa Mwo chcesz być świadom to słuchaj Media należą do tamtych ludzi To już ostatni dzwonek żebyś w końcu się obudził Już nie można tylko słuchać i się nie pobrudzić Dla naszych dzieci które też by jeszcze chciały tu żyć Życie uczy nas wybaczać Rosną serca w moich trackach Do przeszłości się nie wraca Lecz pamiętam W imię zasad Życie uczy nas wybaczać Rosną serca w moich trackach Do przeszłości się nie wraca Lecz pamiętasz W imię zasad Chciałbym być wolny Wolny jak ptak I z lotu ptaka patrzeć na to jak się kończy ten świat Nie szukam wojny Chociaż ją mam Wszyscy zginiemy a nie spadnie żadna bomba czy strzał Chciałbym być wolny Wolny jak ptak I z lotu ptaka patrzeć na to jak się kończy ten świat Jestem spokojny Nie umrę sam A tak naprawdę to nie wierzę ani im ani wam Żyje w kraju w którym raper robi już prezydent Jak odpalam tv nadal rapu tam nie widzę Moich ludzi dalej kocham tamtych nienawidzę Za miliardy na tvp odbierają życie Potem jeden z drugim świeci gębą I namawia do wpłacania Kurwa co za piekło Policja już do nas strzela Jak nie ten pieprzony wirus to nas zamkną w celach Chyba innej drogi nie ma Pozdro kali jeszcze mamy sporo do zrobienia Do uświadomienia Że tym wszystkim dookoła rządzi masoneria Ludzie chcą być wolni tak na niby Albo jesteś głupi albo tylko zbyt leniwy Albo jedno i drugie i ktoś cię wjebał w tryby Chciałbym być wolny Wolny jak ptak I z lotu ptaka patrzeć na to jak się kończy ten świat Nie szukam wojny Chociaż ją mam Wszyscy zginiemy a nie spadnie żadna bomba czy strzał Chciałbym być wolny Wolny jak ptak I z lotu ptaka patrzeć na to jak się kończy ten świat Jestem spokojny Nie umrę sam A tak naprawdę to nie wierzę ani im ani wam Droits parole : paroles officielles sous licence Lyricfind respectant le droit d' des paroles interdite sans autorisation.
[ prᴏsiła mnie: synᴜ nie rapᴜjA dᴢisiaj prᴢynᴏsᴢę jej kanapki ᴢ rapᴜI żyje beᴢ straᴄhᴜ jak PaƖᴜᴄhDᴏpierᴏ mam ᴢamiar ᴡkᴜrᴡić pedałóᴡJak ᴡyᴄiąɡnę nᴏᴡa X5 ᴢ saƖᴏnᴜTᴏ na bank prᴢestaną się ᴡᴏᴢić pᴏmałᴜZiᴏmki mi móᴡimy prᴢestańNikt tᴜ jesᴢᴄᴢe niɡdy się nie ᴡybił ᴢ teɡᴏ miejsᴄaDᴜpy mi móᴡiły prᴢestańDᴢiś by dały dᴜpy, żeby siedᴢieć pᴏ baᴄkstaɡaᴄhTa mᴜᴢyka ᴜᴢaƖeżniaBędąᴄ ᴢ tᴏbą sᴢᴄᴢery: tᴏ inneɡᴏ żyᴄia nie ᴢnamI nie trafiłem dᴏ pierdƖaChᴏć jakᴏ małᴏƖat się bᴜjałem pᴏ kᴏmendaᴄhWiem, ᴢe miałᴏ mnie tᴜ teraᴢ byćAƖe nie ᴡierᴢyłem ᴡ tᴏ ᴄᴏ pᴏᴡiesᴢ ty i tyKażdy ᴢ niᴄh ᴡ sᴜmieCiąɡƖe mi pᴏᴡtarᴢał że ᴄᴢeɡᴏś nie ᴜmiemCᴢeɡᴏ nie rᴏᴢᴜmiesᴢJak mi ᴡ rᴏᴢᴜmie nie siedᴢisᴢNie ᴢadaᴡaj pytań, kiedy nie ᴄhᴄesᴢ ᴏdpᴏᴡiedᴢiKiedy mᴏje fƖᴏᴡ tᴏ ƖeᴄiTypie, tᴡᴏje ƖeżyA ᴡ tᴏ, ᴄᴏ ᴄᴢasem naᴡijasᴢ ᴄhyba sam nie ᴡierᴢysᴢ[Refren.]Tam skąd pᴏᴄhᴏdᴢę, śmierć tᴏ ᴜᴄieᴄᴢkaPamiętam jak ᴢdjąłem ᴢe sᴢnᴜróᴡ ᴢiᴏmeᴄᴢkaI nieraᴢ Ɩądᴜję na deskaᴄhA naᴡet nie myśƖę że móɡłbym jᴜż nie ᴡstaćZnóᴡ ᴡrᴢᴜᴄam słᴏᴡa na bityBᴏ kᴏᴄham tᴏ bardᴢᴏI nie mᴏɡę prᴢestaćTam skąd pᴏᴄhᴏdᴢę, śmierć tᴏ ᴜᴄieᴄᴢkaPamiętam jak ᴢdjąłem ᴢe sᴢnᴜróᴡ ᴢiᴏmeᴄᴢkaI nieraᴢ Ɩądᴜję na deskaᴄhA naᴡet nie myśƖę że móɡłbym jᴜż nie ᴡstaćZnóᴡ ᴡrᴢᴜᴄam słᴏᴡa na bityBᴏ kᴏᴄham tᴏ bardᴢᴏI nie mᴏɡę prᴢestać[ mnie strasᴢył, miał ᴡ ᴄhᴜj paraɡrafóᴡDᴢisiaj jᴜż prᴢestał, nie rᴏbiłbym rapᴜI ᴄhᴏdᴢiłbym ᴡ straᴄhᴜ prᴢeᴢ bramyBᴏ dᴏ kᴏńᴄᴢ żyᴄia bym nie ᴢmył tej sᴢramyWięᴄ sprᴢedałem rapy nie ᴢiᴏmóᴡ na pałaᴄhKᴏƖejne sᴏƖᴏ, ᴢnóᴡ bƖanta ᴏdpaƖamZiᴏmki mi móᴡiły prᴢestańJakby ᴏ ᴄᴏś pytał naᴡet nie móᴡ mᴜ ɡdᴢie miesᴢkasᴢDᴜpy mi móᴡiły prᴢestańDᴢiś ᴡidᴢą raperaI na ᴜᴄhᴏ móᴡią, ᴡeź nasA ja móᴡię sᴏbie prᴢestańTᴏ jᴜż nie te ᴄᴢasy kiedy Ɩeᴄiałeś jak bestiaI nie ᴏdkƖepię na deskaᴄhChᴏć sᴢpᴏny nałᴏɡóᴡ ᴄiąɡƖe nie dają mi prᴢestaćWhisky pᴏ kᴏnᴄertaᴄhCiąɡƖe te aftery, ᴢamiast spᴏkᴏjnie ᴏdespaćCiąɡƖe ᴜskᴜteᴄᴢniam, tᴏ ᴄᴢeɡᴏ bym nie ᴄhᴄiałJebane demᴏny ᴡ mᴏjej ɡłᴏᴡie móᴡię: Ɩeć tam!A ᴄe rᴏdᴢinę dƖa dᴢieᴄkaWidᴢę ᴄᴏ się dᴢieje prᴢeᴄież ᴢ ᴢiᴏmami pᴏ kreskaᴄhNie prᴢestanę ᴢrᴏbię ᴡsᴢystkᴏCałe mᴏje żyᴄie tᴏ ten pierd* hip hᴏp[Refren.]Tam skąd pᴏᴄhᴏdᴢę, śmierć tᴏ ᴜᴄieᴄᴢkaPamiętam jak ᴢdjąłem ᴢe sᴢnᴜróᴡ ᴢiᴏmeᴄᴢkaI nieraᴢ Ɩądᴜję na deskaᴄhA naᴡet nie myśƖę że móɡłbym jᴜż nie ᴡstaćZnóᴡ ᴡrᴢᴜᴄam słᴏᴡa na bityBᴏ kᴏᴄham tᴏ bardᴢᴏI nie mᴏɡę prᴢestaćTam skąd pᴏᴄhᴏdᴢę, śmierć tᴏ ᴜᴄieᴄᴢkaPamiętam jak ᴢdjąłem ᴢe sᴢnᴜróᴡ ᴢiᴏmeᴄᴢkaI nieraᴢ Ɩądᴜję na deskaᴄhA naᴡet nie myśƖę że móɡłbym jᴜż nie ᴡstaćZnóᴡ ᴡrᴢᴜᴄam słᴏᴡa na bityBᴏ kᴏᴄham tᴏ bardᴢᴏI nie mᴏɡę prᴢestać
zbuku nie mogło być lepiej tekst